Martyna Basta

Przesłaniam słońce dłonią i igrając dzielę przez palce na niewielkie wiązki światła. Z rozciągającej się przede mną powierzchni wody próbuję wyłapać szczegóły, ostrzę oko na sześcienny fragment wody i przez ułamek śledzę jego ruch nieustannie prowadzący mnie znów do całości. W ostatnim miesiącu dwie kompozycje wtapiały mnie w sen proponując podobną grę opartą na ekstatycznej uważności prowadzącej do spowolnienia oddechu. Być może wszystko czego dziś wiele i wielu z nas będzie potrzebować to chociaż niezmącone sny. Dbajcie o siebie.

podobne odcinki